banner
Główny Urząd Statystyczny łamie ustawę o spisie powszechnym. Napisałem skargę
Odcinek 8

Główny Urząd Statystyczny łamie ustawę o spisie powszechnym. Napisałem skargę

Trwa narodowy spis powszechny. I choć nie jestem prawnikiem i mogę się mylić, to poświęciłem trochę czasu na poznanie kilku związanych z nim ustaw i rozporządzeń. Efekt? Uważam, że sposób przeprowadzania spisu przez Główny Urząd Statystyczny nie tylko łamie samą ustawę o narodowym spisie powszechnym ludności, ale też Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej. Napisałem więc m.in. do prezesa GUS-u skargę.

1 kwietnia ruszył w Polsce narodowy spis powszechny ludności i mieszkań. Biorąc pod uwagę, jak wygląda, data ta być może nie została wybrana przypadkowo.

 

Organizacje LGBT+ protestują

Niedawno ponad 40 organizacji społecznych, w tym tych zajmujących się prawami osób LGBTQ+, wystosowało pismo do prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. Organizacje zwracają w nim uwagę, że osoby transpłciowe przed urzędową korektą płci nie mogą w spisie powszechnym wybrać płci, z którą się utożsamiają, ponieważ system porówna wybraną przez nie płeć z informacją o płci zakodowaną w numerze PESEL. Osoby niebinarne z kolei nie mogą wybrać, że utożsamiają się np. obiema płciami lub żadną z nich. Osoby niebinarne i transpłciowe, aby wypełnić formularz spisu, zmuszone są kłamać. Dodatkowo nie wiadomo, jak formularz mają wypełniać osoby tej samej płci, które zawarły małżeństwo za granicą. Mają zaznaczyć  „żonaty/zamężna” czy może „kawaler/panna”, skoro Polska nie uznaje małżeństw jednopłciowych? Można powiedzieć, oczywiście, że to nie ma dużego znaczenia, ale z drugiej strony za podanie nieprawdziwych informacji grozi kara nawet do dwóch lat więzienia.

Dziwna to sytuacja, kiedy spis ma zbierać prawdziwe, rzetelne dane i dostarczać wiedzy o obywatelkach i obywatelach, a jednocześnie jego konstrukcja nie umożliwia wpisania prawdy. A to nie jedyne zarzuty pod adresem formularza.

 

Prezes GUS-u nie widzi problemu

W weekend wysłuchałem wywiadu Karoliny Głowackiej w radiu TOK FM z prezesem GUS-u, dr. Dominikiem Rozkrutem, w którym dziennikarka pytała go m.in. o wspomniane przeze mnie kwestie.

Ja, słuchając odpowiedzi prezesa Rozkruta, wkurzyłem się. Na niego, na jego słabe argumenty, na konstrukcję formularza, ale też niezgodność formularza z prawem, o czym za moment. Miałem wrażenie, że pan prezes nie wie, o czym mówi. Albo próbuje nieporadnie bronić bubla, za którego stworzenie był odpowiedzialny. Mało tego, miał na przemyślenie sprawy prawie 5 lat, bo od tak dawna jest prezesem GUS-u. Sama ustawa o spisie jest z sierpnia 2019 roku, co dawało GUS-owi 20 miesięcy na opracowanie – jakby nie patrzeć – dość prostego jednak formularza. Widocznie dla GUS-u to było zbyt krótko, by przeprowadzić to zgodnie z prawem.

W mojej głowie skumulowało się to również z nieprzestrzeganiem prawa przez administrację na wszystkich szczeblach na niespotykaną skalę. Wystarczy przyjrzeć się temu, jak funkcjonuje, a właściwie nie funkcjonuje nasze państwo podczas epidemii. Przyjmowane prawo jest niezgodne z Konstytucją RP, a inne prawa, nawet jeśli są zgodne z Konstytucją, to i tak są łamane przez urzędy i instytucje. A z praworządnością w Polsce było źle na długo zanim jeszcze zaczęła się pandemia.

Wkurzony postanowiłem więc uważniej przeczytać Ustawę z dnia 9 sierpnia 2019 r. o narodowym spisie powszechnym ludności i mieszkań w 2021 r. I – o ile dobrze ją rozumiem – przygotowany przez GUS formularz spisu powszechnego nie jest z nią zgodny. Łamie więc nie tylko ustawę, ale też Konstytucję RP.

 

Formularz spisu ludności łamie prawo

Po pierwsze. Zgodnie z ustawą „ zakres informacji zbieranych w ramach spisu powszechnego określa załącznik nr 1 do ustawy”. A zgodnie z art. 28. ust. 1 tej samej ustawy „osoby fizyczne przekazujące dane w ramach spisu powszechnego są obowiązane do udzielania dokładnych, wyczerpujących i zgodnych z prawdą odpowiedzi w zakresie informacji określonych w załączniku nr 1 do ustawy”.

Ustawodawca wyraźnie określił więc zakres zbieranych w spisie informacji, umieszczając ich listę w załączniku.

Tylko w dwóch miejscach załącznika wskazane są informacje, o innych osobach, które mieszkają razem z osobą wypełniającą kwestionariusz. Są to: „liczba osób w mieszkaniu” oraz „stopień pokrewieństwa z reprezentantem gospodarstwa domowego”. Nigdzie w załączniku nie wskazano, że wymagane są inne informacje o osobach zamieszkujących w tym samym gospodarstwie domowym, pod tym samym adresem, co osoba wypełniająca arkusz. Na jakiej więc podstawie GUS zmusza nas do podawania danych za innych domowników? Zgadza się. Nie ma podstawy prawnej. To jeden z moich głównych zarzutów.

Po drugie, art. 3. tej samej ustawy brzmi: „Narodowym spisem powszechnym ludności i mieszkań w 2021 r., zwanym dalej „spisem powszechnym”, obejmuje się: 1) osoby fizyczne stale zamieszkałe i czasowo przebywające w mieszkaniach, budynkach i innych zamieszkanych pomieszczeniach niebędących mieszkaniami”. I jeszcze: art. 15. ust. 1: „Osoba fizyczna objęta spisem powszechnym jest obowiązana przeprowadzić samospis internetowy”.

Co to wszystko oznacza? Że ustawa każdej osobie nakazuje samodzielne spisanie się. Nigdzie nie nakazuje spisywania innych osób. A do tego zmusza przygotowany przez GUS formularz. I to jest mój drugi główny zarzut. Powiedziałbym nawet więcej, że jeśli spisze nas inny domownik, a nie my sami, to zgodnie z ustawą nie dopełniliśmy obowiązku samospisu internetowego. Za co również grożą nam konsekwencje.

To by też tłumaczyło, dlaczego w załączniku do ustawy nie wymieniono żadnych innych informacji o osobach, z którymi mieszkamy, oprócz ich liczby i pokrewieństwa. Bo ustawodawca wprost napisał, że każda osoba MUSI spisać się samodzielnie. Mało tego – nazwał to w ustawie samospisem internetowym. Nie cudzospisem. Zgodnie z ustawą takiego cudzospisu mogą dokonać jedynie uprawnione do tego osoby – rachmistrzowie spisowi. Nie rodzina, nie mąż, nie żona, nie kochanek. A jednak GUS nas do tego zmusza.

 

Prezes GUS-u na papierze

Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że prezes Głównego Urzędu Statystycznego dr Dominik Rozkrut ma tego pełną świadomość. Przynajmniej na papierze.

Skąd to wiem? Otóż niedawno znalazłem w swojej skrzynce pocztowej list od prezesa GUS-u. Pisał w nim wyraźnie: „Udział w spisie jest obowiązkowy. (…) Obowiązkową metodą jest samospis internetowy. (…) Jeżeli nie spiszą się Państwo samodzielnie, skontaktuje się z Państwem rachmistrz spisowy…”. Wyraźnie widać więc, że prezes GUS-u ma świadomość, jaki jest wprowadzony ustawą stan prawny. Nie wiadomo jednak, dlaczego nie jest on realizowany.

 

Spis powszechny niezgodny z Konstytucją RP

Tyle jeśli chodzi o niezgodności spisu z ustawą. Teraz czas na Konstytucję RP.

Sformułowana w art. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zasada praworządności brzmi: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. To podstawowa zasada demokratycznego państwa prawnego. Oznacza ona bowiem, że państwo ma być rządzone zgodnie z prawem. Z kolei art. 7 Konstytucji brzmi: „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. Oznacza to nie tylko hierarchizację aktów prawa w Polsce, ale również fakt, że każda decyzja i każde działanie urzędów musi mieć podstawy w prawie. Jeśli jakieś działanie państwa nie ma wyraźnej postawy prawnej – jest nielegalne. Tak, jak nielegalna jest wskazywana przeze mnie forma zbierania danych w tegorocznym spisie powszechnym. Łamie ona nie tylko samą ustawę, ale też zasady praworządności określone w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Działania Głównego Urzędu Statystycznego łamią też inne zapisy Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Zgodnie z art. 31 ust. 2 „każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje”. Działania Głównego Urzędu Statystycznego wprost łamią te przepisy, zmuszają bowiem osoby fizyczne biorące udział w spisie do podawania danych, które żadne prawo nie nakazuje im ani znać, ani zbierać, ani tym bardziej rozpowszechniać.

 

Napisałem skargę z błędem

W swojej skardze piszę też, że taki sposób przygotowania kwestionariusza przez GUS narusza inne wolności obywatelskie zagwarantowane w konstytucji – w tym wolność sumienia i wolność religijną. Zgodnie bowiem z ust. 7 art. 53 Konstytucji RP, zgodnie z którym „nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania”. W tym miejscu, muszę przyznać, napisałem nieprawdę.

Z powodu wątpliwości dotyczących kwestionariusza, sam wstrzymałem się z jego wypełnianiem, a swoją wiedzę oparłem na dokumentach i materiałach zamieszczonych m.in. na stronie GUS-u. Po wysłaniu skarg dalej jednak zgłębiałem temat i wypełniłem wersję demo spisu powszechnego.

Dzięki temu wiem już, że na pytanie o przynależność religijną nie trzeba odpowiadać. Ale to rodzi kolejne pytania. Co jeśli mój partner lub moja partnerka bez mojej zgody i wiedzy poda moją przynależność religijną, a potem ja spiszę się osobno i zaznaczę, że nie chcę odpowiadać na to pytanie? Czy odpowiedź udzielona wcześniej nie przeze mnie zostanie trwale skasowana, żeby – właśnie – nie naruszała Konstytucji i mojej wolności religijnej i wolności sumienia?

Poza tym, w spisie oprócz imienia i nazwiska oraz numeru PESEL osób zamieszkających pod tym samym adresem trzeba podać też ich adresy zameldowania, jeśli są inne niż adresy zamieszkania. Trzeba podać m.in. w jakim kraju się urodziły, jakie jest ich obywatelstwo, jaka narodowość i czy czują przynależność do więcej niż jednej narodowości lub wspólnoty etnicznej, czy mieszkały np. za granicą, jak długo mieszkają w obecnej miejscowości, w jakiej miejscowości mieszkały wcześniej i kiedy się z niej wyprowadziły, jakie jest ich wykształcenie, w jakim zawodzie pracują, z jakiej branży jest firma, w której są zatrudnieni, czy w ogóle są zatrudnieni, czy pracują na własny rachunek, czy są praktykantami lub stażystami, czy w czasie od 25 do 31 marca 2021 r. byli na urlopie lub zwolnieniu lekarskim, a jeśli nie, to czy aktywnie poszukiwali pracy. Jeśli nie poszukiwali pracy, to trzeba zaznaczyć, z jakiego powodu. Jednym słowem, trzeba sporo wiedzieć o osobach, które mieszkają pod tym samym adresem, choć żadne prawo nas do tej wiedzy nie zobowiązuje. I trzeba te dane udostępnić GUS-owi, choć znów: żadne prawo nas do tego nie zobowiązuje.

W skardze do GUS-u przywołałem jeszcze kilka zapisów z Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Bo uważam, że zmuszanie osób objętych spisem powszechnym do podawania informacji na temat innych osób objętych spisem powszechnym jest niezgodne także z międzynarodowym prawem, które Polska zobowiązała się przestrzegać. Ale w dużej mierze te przepisy dotyczyły informacji o wyznaniu, które, jak już wspomniałem, okazało się nieobowiązkowe.

 

Czy GUS poprawi formularz spisu powszechnego?

Mimo wszystko uważam, że sposób prowadzenia spisu rażąco narusza polskie prawo. Bo – przypomnę – po pierwsze nielegalnie zbiera dane, których nie wymieniono w ustawie. A po drugie – bezprawnie zmusza osobę dokonującą samospisu do spisywania innych osób. Wezwałem prezesa GUS-u do pilnej kontroli wskazanych naruszeń i bezzwłocznego usunięcia ich.

Podobne pisma z wnioskiem o kontrolę sytuacji skierowałem do Rzecznika Praw Obywatelskich i Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Teraz pozostaje mi czekać na odpowiedzi.

Jeśli formularz nie zostanie poprawiony, to sam najprawdopodobniej dokonam spisu telefonicznego, a gdy zostanę zapytany o dane partnera, z którym mieszkam, poproszę najpierw o podstawę prawną. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

 

TREŚĆ SKARGI, KTÓRĄ WYSŁAŁEM M.IN. DO GUS-U MOŻNA POBRAĆ TUTAJ [PDF]

ZAŁĄCZNIK DO SKARGI – ZDJĘCIE LISTU OD PREZESA GUS-U [JPG]

 

W dżinglu podcastu został wykorzystany utwór „Little Idea” od scottholmesmusic.com

Related Episodes

Leave A Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Główny Urząd Statystyczny łamie ustawę o spisie powszechnym. Napisałem skargę